| przegladblog - archiwum: Kolejka po pina |
| Strona główna |
Kolejka po pinaGazeta niby miała się robić, ale się nie robiła, cała redakcja stała bowiem w kolejce po piny. Morale redakcji po wczorajszych wydarzeniach nie wróciło jeszcze do normalnego poziomu, bo stosunkowo niewiele osób używało wyrazów, praktycznie nikt nie biadolił, że ma strasznie pilną pracę, a pan Mieczysław prawie już załapał o co chodzi. Rozmowy o nowym szefostwie, wobec problemów palących i bieżących, przesunięto na późniejszy termin. Telefony do znajomych same się nie wykonają. Zamiast więc analizować nową sytuację geopolityczną, wszyscy stali w karnym acz posępnym rządku przed biurkiem Andzi (Paweł myślał nawet „królowej Andzi”), próbującej dojść do ładu z nieprzychylnie nastawionym społeczeństwem. Zadanie było jednak z gatunku niewykonalnych, choćby dlatego, że mało kto rozumiał o co chodzi, dominowało zaś przekonanie, że koniec dzwonienia na koszt firmy wszędzie, gdzie tylko się zamarzy to ewidentny skandal i ludzka krzywda. Co tu dużo gadać, w redakcji wrzało jak w ulu. - Sześć, czte... - Panie Mieczysławie, proszę nie mówić na głos! - Ale dlaczego? Ja w ten sposób łatwiej zapamiętuję. - To proszę iść do ubikacji i tam zapamiętać. - Andzia, co to jest? - To pin. - Jaki pin? - Pana pin. - Ale ja nie chcę żadnego pina. A tak w ogóle, to po cholerę mi on? - Żeby pan mógł dzwonić, panie Czesiu. - A nie wystarczy mi telefon? - No widzi pan, nie. Najpierw stuka pan ten pin a potem numer. - A prefiks? - Bez. - A kierunkowy? - Po pinie. - Strasznie to popieprzone... Panie Mieczysławie, dokąd pan idzie z tym pinem? - eść, ery, wa, eden, edem. No nie, ja tego nigdy nie zapamiętam, proszę mi dać inny. - Ale jest tylko jeden na osobę. - A co mnie to obchodzi?! Pani da mi inny! - Jak to nie dostanę pina? - Bo piny są dla pracowników redakcji. - A ja to co? Pies? - Ty, Rasta, jesteś techniczny. - A jak zepsuje się jakiś komp i tylko Ludi będzie go umiał naprawić, ale na miejscu będę tylko ja, to co wtedy? - To się zadzwoni po Ludiego. - Ale Ludi nie daje swojego numeru telefonu, chyba że zaufanym osobom, na przykład mi. - To pożyczysz pin od Pawła. - Paweł, pożyczysz mi swojego pina? - Na głowę upadłeś? - Dobra, czyj to był pomysł z tymi pinami? - No... nowych. - Tego bubka? - Też. - Panie Jurku, zapamiętałem! - No gratuluję, panie Mieczysławie. A co pan zrobił z kartką, na której był zapisany pana pin? - Zjadłem. Jak konspiracja, to konspiracja. - Fajny masz pin? - No fajny. - A jaki? - Ty nie bądź taka cwana. Fajny. - Ja też mam fajny. Jak się dobierze dobry rytm to się nawet rymuje. Zamienisz się? - Nie ma głupich. Mam za fajny pin, żeby się zamieniać. - A skąd wiesz, że mój nie jest fajniejszy? - Nie wiem, pokaż. - To zobacz. - Rzeczywiście fajny. Dawaj, zamieniamy się. - Psst. - ... - Pst. - Co jest? - Rzuć pina... - Co? - No rzuć pina. Zapłacę w euro. - Ta, i potem będziesz dzwonił Bóg wie gdzie, a mnie z roboty wywalą. - Ty Boga w to nie mieszaj, tu ściany mają uszy. No nie bądź żyła, ja w zagranicznym z jednego pina nie wyżyję. - Ja się w twoje ciemne interesy bawić nie będę. Na razie, mam robotę. - Zapamiętam to sobie! Socjalista! - Co tu się dzieje? Wszyscy mają już piny? - Ale panie pułkowniku... - Nie ma, że panie pułkowniku. Ja drugi raz nie będę wszystkiego sam robił. Panie Mieczysławie, co pan ma taką dziwną minę? - Pin mu zaszkodził. - Słucham? - Wie pan, nie wszyscy są gotowi na zmiany. - I jeszcze jedno, proszę państwa! Proszę państwa, proszę mnie posłuchać! Jest taki nowy okólnik, że nie wolno się zamieniać na piny, bo będą dyscyplinarki. - Zgubiłem pin! Zgubiłem pin! - Nie wydzieraj się tak. Uspokój się. Gdzie zgubiłeś? - No tutaj gdzieś! Myślałem, że trzymam go w ręku, a to paragon na kartę miejską. Co ja teraz zrobię bez pina? - Nie wiem. Może napisz podanie, to ci zablokują. - Paweł, i co my teraz zrobimy? - Zamieniamy się z powrotem. - Tutaj? - Porąbało cię?! O siedemnastej przy trzecim filarze drugiego peronu na Dworcu Gdańskim. Do tego czasu udajemy, że się nie znamy. - Okej. - I nie dzwoń nigdzie, bo nas namierzą! Kolejka powoli się rozchodziła, każdy wracał do swojej roboty. Nawet pan Mieczysław wyglądał nieco lepiej, choć miał minę króla, którego kilku uzbrojonych drabów właśnie poinformowało, że w nocy proklamowano republikę. Rasta oburzony, że nie dostał pina podniósł z nienawiścią słuchawkę najbliższego telefonu, jakby chciał siłą woli zmusić go do posłuszeństwa. Wcisnął kilka klawiszy, po czym zamyślił się głęboko, cały czas ze słuchawką przy uchu. Po czym nagle odłożył słuchawkę, podniósł ją jeszcze raz, wstukał jeszcze raz kilka klawiszy i rozpromieniony ponownie odłożył. Po czym odszedł w kierunku poruszonych dziennikarzy działu zagranicznego. Andzi zostało kilka pinów, które schowała pod dziurkacz do ksero. Jeden z nich należał do świeżo mianowanego szefa działu Ekologia. przeglad 2004-05-07 14:27:10 skomentuj (3) |