| przegladblog - archiwum: Ostateczny krach systemu redakcji |
| Strona główna |
Ostateczny krach systemu redakcji- Proszę państwa, wszyscy doskonale wiemy, że nie jest dobrze - cicho i spokojnie rozpoczął zebranie Pułkownik. Znana to prawda, że im sytuacja gorsza, tym szef powinien być spokojniejszy. Sądząc po nietypowych dla nerwowego sekretarza flegmie i spokojnym uśmiechu, katastrofa była nieunikniona. - Wiemy też jednak, że gazeta nie może się nie ukazać - kontynuował sekretarz, który (według nieżyczliwych) był z pochodzenia Niemcem, a ze światopoglądu faszystą i mordercą. - Dlatego zebrałem was tutaj, żebyśmy wspólnie omówili jak zrobić, żeby gazeta się ukazała. Na początek powiem wam co wymyśliłem, potem będzie czas na wasze propozycje. Paweł i Baśka spojrzeli po sobie. Wyglądało na to, że Pułkownik rzeczywiście miał coś w zanadrzu. - Po pierwsze musimy mieć jakieś niusy. Jakiekolwiek. Na Internet redakcyjny nie ma co liczyć, na szczęście jeden z komputerowców mieszka całkiem niedaleko i dysponuje stałym łączem. Już go posłałem do domu, ma przejrzeć wszystkie portale internetowe, i nasze i zagraniczne i wypalić nam na płycie wszystkie aktualności. Powinien wrócić z tym za jakieś pół godziny. Zbyt wcześnie to to nie będzie, ale nic szybciej nie zrobimy. Po pokoju rozszedł się pomruk aprobaty. Niusy z Internetu - to już coś. Tym można zapchac całkiem sporo stron. - Czołówkę krajową robimy zrzynając z dzisiejszej Rzepy - kontynuował sekretarz. - Czołówkę zagraniczną z Wyborczej, miejską ze Stołecznej lub z Życia, zresztą, zżynamy obie, potem zadecyduję, która będzie u nas czołówką. Resztę stron można wypełnić mniej lub bardziej tymi niusami z sieci. Ktoś ma jakiś pomysł na sport? - Czołówkę z Przeglądu Sportowego - rozsądnie zaproponował Jureczek wprawiając Pawła w osłupienie. - Na pozostałych trzech kolumnach wyniki wszystkiego, co tylko będziemy mieli. To jest w Przeglądzie, więc nie będzie problemu, ja mogę cały sport wklepać. - Świetnie. W dziele publicystyki pan Mieczysław napisze jakiś komentarz do czegokolwiek. Pan Mieczysław tylko kiwnął głową. Od trzydziestu lat pisywał jakieś komentarze do czegokolwiek. Miał doświadczenie w komentarzach do czegokolwiek. - Jeszcze tylko kultura - Pułkownik wyglądał na zadowolonego. - Mogę zadzwonić do jednego kolesia, on jest bardzo znanym poetą internetowym - powiedział Jureczek. - Zrobię z nim wywiad. Paweł spojrzał na Jureczka ze zdegustowaną dezorientacją. "Boże, co to za gówno?", pomyślał. "Ja wiem, że dziś trzeba brać wszystko, ale taki szajs to przesada". Na szczęście również Pułkownik wiedział co oznacza wywiad zrobiony przez Jureczka. - Nie, nie, panie Jurku. Pan już powiedział, że zrobi sport. Dziś nie mamy czasu na to, żeby jeszcze dodatkowo czekać na pański wywiad, pan będzie miał dość na głowie. - Ile możemy zyskać miejsca dzięki powiększaniu czcionek i tytułów? - zapytał Paweł. - Jak Dża i Quark pozwolą - nawet do dwóch stron - rozwlekle stwierdził Rasta. Hm, zaczynało się robić coraz lepiej. Pułkownik spojrzał w plik czystych makiet, jakby już w myśli układał nieistniejące jeszcze artykuły na stronach. Jego zacięcie chyba okazało się zaraźliwe. Ludzie zacząli spoglądać na siebie najpierw z niedowierzaniem, potem prawie z entuzjazmem. - Dobra, proszę państwa. Jeżeli ktoś ma jeszcze coś w notesie, co może wklepać - wklepuje teraz - tokował sekretarz z miną wytrawnego wodza tuż przed decydującą bitwą. - Jeżeli trzeba gdzieś dzwonić, rezygnujemy, bo nie ma czasu. Chyba, że to kwestia pięciu minut rozmowy. Ja się zastanowię co z tą kulturą i jak wymyślę, dam znać. Teraz wszyscy do roboty. Posiedzimy dzisiaj do nocy, ale najgosze za nami. Nie ma bata, żeby gazeta nie wyszła. No, do dzieła! Acha, jak nam się wszystko uda, to nawet nie będę ścigał tych, którzy spuścili mi powietrze z opon. Ludzie zaczęli się rozchodzić, część do newsroomu, większość do palarni. Na twarzach widać było ulgę. Miał Pułkownik rację, najgorsze już minęło. - Zobaczysz, Bacha, zrobimy tę gazetę - ze śmiechem niemal krzyczał Paweł, częstując Baśkę fajkiem. - To będzie największy wał w historii mediów drukowanych w tym kraju! Podobny nastrój mieli niemal wszyscy. Nastrój jakiejś rozpaczliwej, ale pewnej zwycięstwa determinacji. Nagle dało się słyszeć głośne pstryknięcie i w całej redakcji zgasło światło. Coś przez chwilę brzęczało, potem wszyscy usłyszeli takie przeciągłe "ziuuuuut" na coraz wyższą nutę i na chwilę światło zapłonęło ponownie, w końcu z głośnym "bum!" zgasło na amen. Na klatce schodowej wyraźnie zajechało spalenizną. Na oświetlonej tylko żarem papierosa twarzy Baśki zagościł najpierw szok, potem wściekłość, w końcu kompletna rezygnacja. Paweł wiedział co się święci. Zauważył ruch przy drzwiach na klatkę. Ludzie zaczęli wychodzić. Tak po prostu. Jeszcze przez chwilę niektórzy łudzili się, że prąd włączą ponownie, ale kiedy patrzący w okno Jureczek krzyknął, że spod redakcji z piskiem opon odjeżdża samochód z elektrowni wszystko stało się jasne. Firma nie zapłaciła nie tylko za konwerter i łącza internetowe. Kiedy nawet Pułkownik w milczeniu, nie patrząc na nikogo, skierował się do wyjścia, morale upadło ostatecznie. Gazety następnego dnia nie będzie. przeglad 2004-03-13 19:51:04 skomentuj (0) |